Ciężki kawałek chleba mają ludzie, którzy chcą mi coś sprzedać przez telefon. Oni się przedstawiają, a ja już trzymam gardę. Po walce jest mi ich szkoda, bo bycie spławianym musi frustrować. No chyba, że trafi się na niezłomnego.
Nie dalej jak wczoraj, dzwonił do mnie taki właśnie niezłomny. Na jednym wydechu wyrzucił z siebie: dzień dobry, imię, nazwisko, stanowisko i nazwę firmy, a potem zaczerpnął wielki haust powietrza i zapytał:
– Czy mogę z właścicielem agencji (tu pada nazwa)?
– Tak, słucham.
– Chciałem zapytać, czy byłby pan zainteresowany zakupem nowych samochodów firmowych?
– Nie, dziękuję.
– A mogę się przypomnieć za dwa lata?
– Byle nie rano – rzuciłem wyraźnie rozbawiony tym pytaniem.
– No tak po czternastej bym dzwonił…
Niezły bezsens ;) Jak większość akcji telemarketerów…
Bardzo przykrym jest to, że telemarketerzy, którzy są prawdziwymi profesjonalistami w tym co robią mają popsutą opinię ze względu na masę partaczy, która pracuje w tej branży. Do callcenter zatrudnia się wszystkich ludzi jak leci. Inną sprawą jest też, że Ci młodzi ludzie mają presję tylko i wyłącznie na wynik. Pomoc ludziom do których się dzwoni nie gra roli. Cel, wynik i naciąganie ludzi to często wszystko co związane jest z tą branżą. Teraz i tak jest już lepiej.
Pozwoli Pan, Panie Przemysławie, że zaproponuję zmianę formy będącej rusycyzmem na naszą, czysto polską, a nawet pszenno-buraczaną. Otóż zależałoby mi, by zastępował Pan zwroty „nie dalej jak wczoraj” („nie dalsze kak wczera”) i t.p. odpowiednio zwrotami typu „nie dalej niż wczoraj”. Nie jestem ortodoksem językowym (choć może bywam niekiedy upierdliwy), wszakże ta druga forma zdaje mi się być zręczniejsza. Będę wdzięczny.