Sposób na maturę

PS_20150505120640

Gdybym się urodził w dniu swojej matury, dziś byłbym już pełnoletni! Mimo podeszłego wieku, pamiętam tę przygodę doskonale. Udało mi się zdać i przy okazji zmienić regulamin szkoły.

Z przygotowań najbardziej pamiętam opuchnięte od nożyczek palce. Wycinałem ściągi z kupnych bryków rano, we dnie, w nocy. Każdy wydawca miał swoją serię, ale nie mogłem przewidzieć, która bardziej mi się przyda, więc brałem wszystkie.

Ostatecznie cała misterna robota poszła jednak na marne.

Na polskim rozbroiła mnie polonistka, bo podpadła jej moja niedopinająca się marynarka. Na szczęście jednym z tematów był motyw wędrówki, który gruntownie przedyskutowaliśmy z kumplami w drodze do szkoły, więc poszalałem na piątkę.

Na historii okazało się, że poucinałem sobie numery stron, więc spis treści przestał być kluczem do sukcesu. Poza tym, nastawiłem się na współczesną, a nie czasy, gdy Morze Martwe było jeszcze chore. Jak podali temat „Partykularyzm i uniwersalizm średniowiecznej Europy”, wielu poległo w boju z nerwami. Tylną część auli wypełnił nieprzyjemny, aczkolwiek doskonale znany każdemu zapach. Fizjologii nie oszukasz… Tym razem uratował mnie tzw. tekst źródłowy i mocne cztery wpadło.

Przed ustnymi naprawdę zacząłem się uczyć, bo sukces był już w zasięgu ręki. Pamiętam litry kawy i melisy. Pierwsza dla mnie, druga dla matki. Rodzicielka była przekonana, że to się nie uda. Uprasowała nawet ciuchy na moją przysięgę, bo maturę zdawałem w czasach, gdy armię zasilano z powszechnego poboru.

Przysięgi nie było, ale Wielka Pardubicka owszem. Bez przeszkód przeskoczyłem tylko polski. Salę opuściłem z oceną celującą, bo trafiłem na Lema, którego uwielbiałem. Nawijałem o „Niezwyciężonym” i „Solaris”, więc nie mieli szans.

Na ustny rosyjski, który tak naprawdę był decyzją mojej anglistki, przyszedłem za szybko, bo pomyliłem godziny. Dzięki temu powtórzyłem opowiadania o Tołstoju i Moskwie, a potem umiejętnie sprzedałem je komisji. Recytowałem bez zająknięcia i większego zrozumienia. Owszem, próbowano jeszcze po tym spektaklu nawiązać ze mną jakąś inną konwersację, ale zwęszyłem w tym nieczyste intencje i grałem nieśmiałego. Wypadłem chyba wiarygodnie, bo też dali cztery i kazali szybko uciekać.

Perłą w koronie była jednak ustna historia. Pod drzwiami poczułem zwątpienie. Zasiał je kumpel, który rzucił od niechcenia: „masakra, mogliśmy wybrać geografię, mielibyśmy jeszcze tydzień na naukę”.  Gdy przyszła moja kolej, byłem ze strachu sztywny jak koloratka. Wszedłem do sali, wylosowałem zestaw i… zapytałem o możliwość zmiany przedmiotu. Wyjaśniłem, że poczułem nagłe zainteresowanie trzeciorzędem i wolałbym zabłysnąć z geografii, bo znajomością historii już się chwaliłem.

Konsternacja. Na twarzy komisji rysowało się współczucie przeplatane irytacją i zdziwieniem. Ten sam grymas widziałem rok wcześniej, kiedy jako pierwszy w historii liceum zdawałem egzamin komisyjny z religii.

Maturę przerwano, by sprawdzić regulamin szkoły. Paragrafy były po mojej stronie i tydzień później wyszedłem z kolejną czwóreczką z geografii. Po maturach wprowadzono obostrzenia, by nikt nie mógł powtórzyć tego numeru.

Jaki z tego wszystkiego płynie morał?

Drodzy maturzyści, w życiu liczy się przede wszystkim wiara we własne siły, odwaga i łut szczęścia, a nie tylko regularna i ciężka praca. Gdyby ta ostatnia była kluczowa, to największe sukcesy odnosiliby niewolnicy ;)

 

 

About

Przemo – będąc pacholęciem bał się, że pająki wciągną go za obraz. Teraz boi się tylko ludzi, którzy nie mają wątpliwości. Raczej indywidualista niż gracz zespołowy. Jeśli już musi śpiewać w chórze, to wybiera partie solowe. Perfekcjonista, wegetarianin, libertarianin, półmaratończyk z ambicjami na więcej. Podobno choleryk. Kocha kino bez popcornu i literaturę faktu. Nieznośnie kreśli po książkach. Ceni sobie muzykę nieoczywistą. Ubóstwia sok pomidorowy, zapach farby drukarskiej i wysokie obcasy u kobiet. Specjalizuje się w przebijaniu balonów napełnionych patosem. Bardzo miły, toleruje nawet gluten i laktozę.

2 thoughts on “Sposób na maturę

  1. Matematyka poleciała zgodnie z planem, polski wymęczyłem jak cholera – nie cierpiałem pisać, wtedy.
    Ustny był tylko polski i szósteczka. Tylko polski, bo oceny na świadectwie załatwiły matematykę. W moich czasach języka nie było, a przynajmniej w technikum. Howgh.

    Fajnie napisane :)

  2. ja tez pisalam uniwersalizm i partykularyzm :) i tez czwora :) ach, kiedy to bylo…. pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *