Zdrada w pluszowej oprawie

PS_20150630164034

W kwestii pozjadania wszystkich rozumów z pewnością czuły się syte. Siedziały obok mnie w przedziale nieźle już spóźnionego pociągu. Na oko końcówka gimnazjum lub wczesne liceum. Zblazowane jak niebożątka. Młodzieńczą urodę przykryły grubą warstwą makijażu i cały czas trajkotały. Moja obecność wcale ich nie krępowała.

Zanim zdążyłem rozwinąć słuchawki i otworzyć książkę, niższa zaczęła się żalić wyższej.

– Stara rano groziła, że nie puści mnie nad morze. Świadectwo sobie znowu przypomniała. Ogarniasz? Ale powiedziałam, że sama lepszego w życiu nie miała i pozamiatałam temat. Coś tam pod nosem jeszcze marudziła,  ale mnie to jej jęczenie nie nawilża, może sobie gadać – sączyła jad z gimnazjalną emfazą i dziwaczną wymową głosek „ś” i „ć”.

Założyłem słuchawki, bo wiedziałem, że to je jeszcze bardziej ośmieli, ale nie włączyłem muzyki. Zażenowanie własnym zachowaniem wytłumaczyłem sobie panującą aktualnie modą na podsłuchiwanie. No i uznałem – jak to pisał Witkowski – że „przyda się do prozy”.

– I pojedziesz? –  zainteresowała się wyższa.

– No proste. Cztery noce tylko z nim. Aż mam ciary na plecach – wzdrygnęła się dla wzmocnienia efektu.

– Ej, tylko nie mów starym jak ostatnio, że ja też tam będę, bo wiesz…

– Spoko, nie będą dzwonić, teraz lepiej to rozegram – odparła z szelmowskim uśmiechem i wyjęła z plecaczka w kształcie pluszowego misia soczek Kubusia.

– Kiedy jedziecie?

– Szóstego –  zrobiła dwa małe łyki. – Chyba, że Damian się z chaty nie wyrwie – dodała zakręcając buteleczkę.

– Bez ściemy, szacun, że to cię nie wkurza. Takie kombinowanie. Masakra. Ja to bym nie umiała.

– Kochamy się, więc luz. Idzie się przyzwyczaić.

– Powiem ci, że nie dałabym rady. Wiesz, wyrzuty sumienia. Głupio by mi było…

– No, ale sorry, to moja wina, że ona po porodzie łazi rozmemłana i nie umie utrzymać przy sobie męża? To jej powinno być głupio.

Przerosło mnie. Włączyłem jednak muzykę…

 

Nie bądź żyła, podziel się tym wpisem ze znajomymi!

    About Przemo

    Przemo – będąc pacholęciem bał się, że pająki wciągną go za obraz. Teraz boi się tylko ludzi, którzy nie mają wątpliwości. Raczej indywidualista niż gracz zespołowy. Jeśli już musi śpiewać w chórze, to wybiera partie solowe. Perfekcjonista, wegetarianin, libertarianin, półmaratończyk z ambicjami na więcej. Podobno choleryk. Kocha kino bez popcornu i literaturę faktu. Nieznośnie kreśli po książkach. Ceni sobie muzykę nieoczywistą. Ubóstwia sok pomidorowy, zapach farby drukarskiej i wysokie obcasy u kobiet. Specjalizuje się w przebijaniu balonów napełnionych patosem. Bardzo miły, toleruje nawet gluten i laktozę.

    5 thoughts on “Zdrada w pluszowej oprawie

    1. I pomyśleć, że kiedyś to ja rzucałam takimi tekstami…..aż mi wstyd. Te gówniary, a raczej ta bardziej „pomysłowa” niedocenia tego co ma. Kiedyś zabraknie tej Mamy…. Tak jak mi…. Żal mi jej.

    2. Końcówka zabija… Gówniary pakują się w takie związki z żonatymi facetami nie mają świadomości ile krzywdy wyrządzają jego rodzinie.

    3. Ostatnie zdanie dobilo mnie. Ten ‚kretyn niewidoczny’ to naprawdę kretyn. I rozumiem, ze Cie przeroslo. Choc nie wiem czy bedac w takiej sytuacji, nie wlaczylabym sie do dialogu. Ale to moje nauczycielsko-moralizatorskie zaciecie…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *