Lot przy obiedzie

Uchowaj nas boże od uzdolnionych lingwistycznie dzieci, bo nigdy nie wiesz, kiedy ich talent wpakuje cię w tarapaty.

Jakby to powiedział towarzysz Główczyk, w przypadku Wiktorii, „słyszalność naszych słów jest mocno chybiona”. Niewiele sobie robi z tego, co do niej mówimy, ale zauważyliśmy, że spośród wszystkich form słownej perswazji, najlepiej dociera do niej to, co wykrzyczymy po niemiecku. Można do niej po stokroć mówić: zostaw, nie liż, nie wolno, ale reakcji nie ma, wystarczy jednak jedno twarde „nein, das ist verboten” i staje niemal na baczność.

Zaczęliśmy więc stosować niemiecki na co dzień, a konkretnie żona, bo ja akurat w germańskiej mowie, to tak bardziej ich habe keine ahnung, freie zimmer i opel kadet, ewentualnie kilka zwrotów zaczerpniętych z trudnej historii lub enerdowskich VHS-ów, których nie oglądało się dla fabuły.

Oczywiście, żeby nie było, że jako ojciec nie dbam o rozwój intelektualny dziecka, od czasu do czasu, dorzucę coś tam od siebie, np. swojskie hande hoch, które świetnie sprawdza się przy ściąganiu dziecku wszelkiego autoramentu swetrów, bluzek i podkoszulek.

Niemiecki eksperyment ujawnił talent językowy młodszej dziedziczki, bo fenomenalnie wyłapuje obcą mowę, przyswaja słówka i powtarza zwroty, a co najważniejsze, czyni to w odpowiednim kontekście, co zapewne odziedziczyła po swojej matce, która też znakomicie zapamiętuje całe zdania, zwłaszcza moje i to nawet takie, których nigdy nie wypowiedziałem, a potem wraca do nich w dogodnym dla siebie momencie…

Zmierzając jednak do brzegu, powiem wam, że to była niedziela. Obiad u teściów, którzy poza nami mieli gości. I to nie byle jakich, bo zza Odry, ale wiecie, takich dobrych, starych przyjaciół, którzy w czasach słusznie minionych przysyłali im paczki z cukrem, solą i zapachem Zachodu.

No i tak sobie siedzimy, gadamy, wątki płyną wartkim strumieniem uprzejmości, tu uszczkniemy coś z literatury, tam dzióbniemy odrobinkę sportu, kultury czy polityki, no pełen wersal. Wiktora grzecznie na kolanach u Agi, jej starsza konkurentka do naszej uwagi i portfela też jedzie w trybie  demonstracyjnym, no po prostu sielanka rodzinna, lukier, miód, liryczne cudo.

I wtedy do Wiktorii przyszło pragnienie. Nie było jednak samo, bo w parze z poczuciem odrębności, czyli „nie-e, ja hama sobie naleję socku”. Dalej życie potoczyło się tak, jak potoczyć się musiało, czyli magiczne zaklęcie „tylko nie rozlej” okazało się pustym frazesem i wszystko poszło na klatę…

Młoda dotknęła mokrej bluzki, rozejrzała dookoła i gdy tylko dostrzegła pełne wyrozumiałości oblicza niemieckich biesiadników, puściła szelmowski uśmiech, nabrała powietrza i podniosła rączki do góry. W tym momencie wiedziałem, że już wyszła z progu i nie da się tego lotu zawrócić. Sekundę później krzyknęła „hande hoch”!

Zapadła cisza, którą można nazwać kłopotliwą, a myśli w kształcie sztyletów rysowały po moim sumieniu. Chciałem powiedzieć, że dziecko w malignie, więc trzeba mu wybaczyć, ale dech zaparło mi tak, że nie został nawet margines na kurtuazję. Żona tylko chrząknęła na znak dezaprobaty, teść poczerwieniał, a teściowa zaczęła wodzić koniuszkiem palca po spodku od filiżanki.

Opary benzyny zawisły w powietrzu. Czułem, że wystarczy iskra, by spopielić dobre relacje rodzinne i przyjacielskie.

Trwającą dobrą chwilę niezręczność rozrzedził dopiero śmiech niemieckich przyjaciół, ale niesmak pozostał, jak ból fantomowy. Mam tylko nadzieję, że powszedniość życia zaciera wszelkie złe wspomnienia i jeszcze kiedyś będę mógł wpaść do mamusi na domowy sernik, a niemieccy goście ponownie zawitają do Leszna ;)

Nie bądź żyła, podziel się tym wpisem ze znajomymi!

    About Przemo

    Przemo – będąc pacholęciem bał się, że pająki wciągną go za obraz. Teraz boi się tylko ludzi, którzy nie mają wątpliwości. Raczej indywidualista niż gracz zespołowy. Jeśli już musi śpiewać w chórze, to wybiera partie solowe. Perfekcjonista, wegetarianin, libertarianin, półmaratończyk z ambicjami na więcej. Podobno choleryk. Kocha kino bez popcornu i literaturę faktu. Nieznośnie kreśli po książkach. Ceni sobie muzykę nieoczywistą. Ubóstwia sok pomidorowy, zapach farby drukarskiej i wysokie obcasy u kobiet. Specjalizuje się w przebijaniu balonów napełnionych patosem. Bardzo miły, toleruje nawet gluten i laktozę.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *