Fajeczka, flaszeczka i flaki

PS_20160504173548

Stara astra podjechała jakby ostatkiem sił. Wypucowana tak, że odbijały się w niej najlepsze czasy tego modelu. Zapach, który poczułem po otwarciu drzwi anonsował obecność choinki typu wunder baum vanilla. Trzasnąłem drzwiami. Niedomknięte. Drugi raz. Nic…

– Fest pan trzaśnij – pouczył taksówkarz.

Ośmielił mnie, więc wykonałem jego polecenie tak sumiennie, że bozia zawieszona pod lusterkiem zrobiła piruet.

– Gruchot, ale na stare lata nie będę gabloty zmieniał. To gdzie jedziemy? – zapytał i charknął niemiłosiernie ściągając do gardła gigantyczną melę.

Chciałem polecieć Oleksym i dla jaj powiedzieć, że „wszystko jedno, bo wszędzie mnie potrzebują”, ale nie mogłem zebrać myśli. Gniotła mnie wątpliwość, czy przełknie. Podałem adres, a on zrobił to, o czym nawet brzydziłem się pomyśleć…

Wysondował jeszcze kilkoma pytaniami, czy czasem nie ma do czynienia z przyjezdnym jeleniem o zacnej miąższości portfela, a gdy trafnie ocenił, że wycieczki po mieście nie będzie, ruszył z taką samą „werwą” jak podjechał.

Kulaliśmy się w korku i słuchaliśmy radia, którego sam w domu bym sobie nie włączył.

– Seksowny głos ma ta babka, nie? – zagaił po chwili.

– No fakt, ciekawe czy komponuje z jej resztą  – zaznaczyłem mimowolnie  swą obecność w aucie, choć wcale nie miałem ochoty brnąć w tę konwersację.

– Reszta nieważna. W moim wieku głos wystarcza. Rozwód dawno za mną, a w nowe związki nie ma się już co na finiszu wikłać – mruknął z żalem i pożółkłym od tytoniu palcem zmienił stację.

Spojrzałem uważniej na gościa. Wyraźnie zmęczony życiem. Uroda raczej trudna: łysawy i grubawy z przesadnie dogoloną twarzą, o czym świadczyły liczne strupy po maszynce. Wiecie, taki zwalisty typ z wąsem i podkrążonymi oczami, który cokolwiek w życiu robi, realizuje plan B, a w nocy marzy o niejedzeniu ziemniaków.

– E, bez przesady, do finiszu to panu jeszcze daleko –  pocieszyłem, bo zbyt wielu zmarszczek u niego nie dostrzegłem, a poza tym chciałem być miły.

– Niektórzy mówią, że dobrze się trzymam, a wiesz pan, jaki mam patent? Fajeczka, flaszeczka i flaki wołowe – zaśmiał się czymś w rodzaju przechodzonego kaszlu. – Na emeryturze tylko tym będę się zajmował, aż nie mogę się doczekać  – dodał, gdy złapał w końcu oddech.

– A dużo do tej emeryturki zostało? – pytam szykując portfel.

– Noo, jeszcze trochę, zdążysz się pan dzieci dorobić.

– Dzieci to ja już mam, nawet dwójkę, a starsze ma 10 lat – mówię rozbawiony.

– To który jesteś pan rocznik? – zmarszczył brwi.

– Najlepszy, 78 – ujawniłem z dumą.

– Łoo kurwa, to jesteś pan rok ode mnie starszy…

 

Nie bądź żyła, podziel się tym wpisem ze znajomymi!

    About Przemo

    Przemo – będąc pacholęciem bał się, że pająki wciągną go za obraz. Teraz boi się tylko ludzi, którzy nie mają wątpliwości. Raczej indywidualista niż gracz zespołowy. Jeśli już musi śpiewać w chórze, to wybiera partie solowe. Perfekcjonista, wegetarianin, libertarianin, półmaratończyk z ambicjami na więcej. Podobno choleryk. Kocha kino bez popcornu i literaturę faktu. Nieznośnie kreśli po książkach. Ceni sobie muzykę nieoczywistą. Ubóstwia sok pomidorowy, zapach farby drukarskiej i wysokie obcasy u kobiet. Specjalizuje się w przebijaniu balonów napełnionych patosem. Bardzo miły, toleruje nawet gluten i laktozę.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *